Afery i Bezprawie

Rola praktyki sztuk walki w procesach adaptacji do pełnionych ról społecznych członków grup dyspozycyjnych cz.2

Rola praktyki sztuk walki w procesach adaptacji do pełnionych ról społecznych członków grup dyspozycyjnych cz.2
anonim 19.11.2020 16:04
   Pierwsza, zasadnicza różnica pomiędzy prawdziwą sztuką wojenną, użyteczną z perspektywy prowadzonych tu rozważań, jako podstawowy, zasadniczy element procesu adaptacji członków grup dyspozycyjnych do pełnienia ról zawodowych i społecznych, a jakąkolwiek sztuką czy sportem walki, polega na samych założeniach wyjsciowych, w podejściu do treningu. „Pierwszy krok polega na wyobrażeniu sobie najgorszego scenariusza. Na przykład: jesteś w samolocie. Dwóch lub więcej psychopatycznych morderców stoi pomiędzy tobą a drzwiami do kabiny pilota, wymachując nożami sprężynowymi, dwóch szaleńców pomiędzy tobą a twoimi najbliższymi, pomiędzy tobą a resztą twojego życia. Przerażające, prawda? (…) Z całym szacunkiem dla wszystkich profesjonalnych zawodników kick-boxingu (…) koncentracja i brutalność potrzebna w prawdziwych zmaganiach, gdy stawką jest nasze życie, mają zupełnie inny charakter. Nie ma większej różnicy czy potyczka ta odbywa się w ciemnym zaułku w Atlancie, czy też w jakiejś jaskini w Afganistanie”. Prawdziwa, użyteczna sztuka wojenna jest zasadniczo różna od treningu sportowego, nawet jeśli jest to MMA, albo inny rodzaj prymitywnych „walk w klatce”. Różnica ta wyraża się w zwykłej praktyce treningowej, w niektórych, błędnie uważanych za łagodne systemach sztuki wojennej, np. aikido, nigdy nie ćwiczy się „prawdziwych”, realnych technik, dlaczego? No cóż, dlatego, że celem prawdziwej techniki jest śmierć lub trwałe kalectwo przeciwnika, jest to technika bojowa, nie da się jej „przećwiczyć”. „W Japonii mówią na to <> (zabić jednym uderzeniem). Nie ma większego znaczenia, czy naszą bronią będzie cios gołą ręką w gardło, czy strzał ze strzelby (…) Cel zawsze pozostaje ten sam – zniszczyć przeciwnika. Jeśli gra toczy się o życie (twoje życie przeciw jego śmierci) (…)”.
   Zasady te są znane od wieków, bowiem esencją roli społecznej, pożądanych cech charakteru i osobowości, umiejętności niezbędnych do wypełnienie zadań w warunkach zagrożenia, są właśnie metody treningu skonkretyzowane w przekazie historycznym w formie sztuki wojennej. Jej podstawowym, niezbywalnym atrybutem jest prakseologiczna użyteczność, najpełniej wyrażona przez Miyamoto Musashi: „Cała rzecz polega jedynie na tym, ze kiedy chcesz zarąbać na śmierć swego wroga, masz ciąć tak, by ten zginął, bynajmniej nie biorąc sobie za cel tego, jaki ma być cios: mocny czy słaby”.
   Pierwszą cechą warunkująca skuteczność i praktyczną użyteczność jakiegokolwiek treningu przygotowującego do sytuacji skrajnego zagrożenia jest jego właściwa intensywność. Wiąże się to z zasadniczą kwestią motywacji, wykształcenie pożądanych cech osobowości, wydobycie predyspozycji psychicznych i nabycie umiejętności w interesującym nas tu zakresie, jest możliwe tylko i wyłącznie w warunkach w których szkoleni mogą się zdobyć na przekroczenie granic swych psycho-fizycznych możliwości. W której szkolenie jest traktowane całkowicie poważnie i stanowi „życiowe wyzwanie” dla jego uczestników. „Człowiek może dokonywać cudów. Może trzykrotnie przepłynąć kanał La Manche, może wypić na raz sto kufli piwa, chodzić boso po rozżarzonych węglach, może opanować trzydzieści języków, zostać mistrzem olimpijskim w boksie, wynaleźć telewizor albo rower, zostać generałem GRU albo miliarderem. Wszystko jest w zasięgu jego możliwości. Po prostu chcieć — to móc. Najważniejsze — chcieć, reszta jest kwestią treningu. Jednak regularne ćwiczenie pamięci, mięśni lub charakteru samo w sobie do niczego nie prowadzi. Regularność treningu jest ważna, ale nie decydująca. Pewien dziwak ćwiczył bardzo regularnie. Przez dziesięć lat raz dziennie podnosił żelazko, a mimo to nie rozwinęła mu się muskulatura. Sukces przychodzi tylko wówczas, kiedy każde ćwiczenie (pamięci, mięśni, psychiki, siły woli, wytrwałości) doprowadza człowieka do kresu jego możliwości. Kiedy trening staje się pod koniec torturą. Kiedy człowiek krzyczy z bólu. Trening jest skuteczny tylko wtedy, gdy człowiek jest świadomy swoich możliwości, wie, że może skoczyć wzwyż na 2 metry, zrobić 153 pompki, zapamiętać dwie strony tekstu w obcym języku. Każdy następny trening ma sens tylko, jeżeli stanowi próbę pobicia rekordu z poprzedniego dnia: zdechnę, ale zrobię 154 pompki...”.
   Drugą cechą tego rodzaju szkolenia, jedynego rodzaju szkolenia, w gruncie rzeczy użytecznego, takiego które powinno być podstawą przygotowania mentalnego członków grup dyspozycyjnych jest bezkompromisowość w dążeniu do przekraczania granic własnych możliwości, do całkowitego poświęcenia lęków, ograniczeń i słabości. „Miesiąc później stoimy obaj na balustradzie mostu kolejowego. Hen, w dole — zimna, ołowianoszara rzeka wolno niesie swe wody, zwija się pod betonowymi przęsłami w potężne pierścienie jak wielki wąż. Już się nauczyłem i wiem, że człowiek potrafi chodzić nawet po drucie telegraficznym napiętym nad otchłanią. Wszystko zależy od psychicznej zaprawy. Człowiek musi mieć pewność, że nic złego się nie przydarzy, i wtenczas wszystko przebiegnie normalnie. Cyrkowcy potrzebują wielu lat na opanowanie rzeczy elementarnych. Mylą się. Nie mają naukowego podejścia. Opierają swoje przygotowanie na ćwiczeniach fizycznych, lekceważąc psychologię. Dużo trenują, ale nie chcą myśleć o śmierci, boją się jej, starają się ją obejść bokiem, zapominając, że można czerpać przyjemność nie tylko z cudzej śmierci, ale także ze swojej własnej. I tylko ludzie nie lękający się śmierci mogą dokonywać cudów. — Głupcy powiadają, że nie należy patrzeć w dół! — krzyczy do mnie. — Jakaż rozkosz, oglądać wiry z tej wysokości! Spoglądam w czeluść, i stopniowo przestaje mnie przyciągać, jak zahipnotyzowaną żabkę paszcza gadziny. I moje dłonie przestaje pokrywać obrzydliwa zimna wilgoć”. We wspomnieniach tego, bądź co bądź obdarzonego niewątpliwym praktycznym autorytetem fachowca, doświadczonego pracownika operacyjnego radzieckiego wywiadu wojskowego, widać wyraźnie także podstawowy rys metodologiczny – szkolenie grup dyspozycyjnych musi opierać się na zasadach ścisłej racjonalności metodycznej i praktycznej. A więc tam gdzie to konieczne, a na pewno w tych elementach treningu które stanowić powinny podstawę, przygotowujących na realne sytuacje zagrożenia, wykraczać powinno śmiało i zdecydowanie poza utarte schematy i powszechnie przyjęte ramy praktyczne i teoretyczne. Dotyczy to szczególnie procesów selekcji, doboru i szkolenia tych wszystkich funkcjonariuszy którzy znaleźć się mogą w sytuacjach bezpośredniego fizycznego zagrożenia, a więc, w sytuacjach w których wypełniać będą najbardziej istotne elementy swoich ról społecznych, najważniejsze z punktu widzenia oczekiwań społecznych. Skrajnie skuteczną metodą tego rodzaju prostego szkolenia jest opracowany przez dr A. Bryla system szkolenia w walce wręcz bliskiego kontaktu BAS3. „Zwierzęta walczą do biologicznego końca, podczas gdy racjonalizujący swoje postępowanie ludzie przeważnie są gotowi do uległości zanim walka na dobre się zacznie. (…) lekarstwo na tę przypadłość znalazł już w 1859 roku wybitny przyrodnik Karol Darwin (…) z jednej strony należy bezwzględnie eliminować najsłabiej predysponowanych, a z drugiej – wzmacniać pożądane cechy psycho-wolicjonalne pozostałych. (…) dokonuje się to z sprawą wspomnianych wyżej starć bez reguł. Biorący w nich udział walczą ze świadomością zagrożenia życia. Chodzi o wydobycie intuicyjnych, podświadomych odruchów tłumienia instynktu samozachowawczego.(…)POKONYWANIU GRANIC PSYCHICZNEJ NIEMOCY PODPORZĄDKOWANE SĄ WSZYSTKIE ELEMENTY SZKOLENIA – inny wymiar ma rozgrzewka w sali gimnastycznej niż taki sam zestaw ćwiczeń wykonywany na słabo zamarzniętej tafli jeziora, w ostrym mrozie, gdy ćwiczący mają na sobie tylko spodnie. W drugim przypadku istnieje realne zagrożenie utonięciem, ryzyko pokaleczenia ciała o lód (…)”.
   Podsumowując. W kontekście wskazanych wyżej uwarunkowań, potencjalne korzyści płynące z właściwie rozumianego, uważnie naukowo zaplanowanego i ściśle zgodnego z tradycjonalnym jądrem przekazu kulturowego, treningu stuki wojennej są nie do przecenienia w procesach szkolenia grup dyspozycyjnych. „Ustrój, pozycję i spójność społeczeństwa nakreślają usytuowane w jego strukturze role zawodowe. Przyjmując rolę zawodową, człowiek, jeśli nie jest mu to narzucone, dopasowuje ją do swych wcześniejszych ról oraz do swej osobowości. Z kolei osobowość ma wpływ na sposób odgrywania roli”. „Jednostki w grupach dyspozycyjnych, dopasowując rolę zawodową do swych innych ról, mają jednak inne specyficzne zadanie, gdyż ich rola zawodowa jest określona wpływem społecznym oraz tym, że służą porządkowi i bezpieczeństwu kraju. Zatem osobowość takiej jednostki, mając wpływ na odgrywanie danej roli zawodowej, musi mieścić się w odpowiednich normach predyspozycji psychologicznych”. Na zakończenie należy zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt, niezbędny dla uzyskania właściwych, istotnych korzyści praktycznych z treningu sztuki wojennej. Wszelka działalność zmierzająca do podniesienia poziomu kwalifikacji i wyszkolenia członków grup dyspozycyjnych związana być powinna z całościowym rozumieniem swojej długoterminowo pojmowanej roli społecznej przez członków tych grup, z właściwą postawą etyczno-moralną i planowanym celowym zaangażowaniem. Oficer w codziennej służbie kieruje zespołami, szkoli podległych mu zgodnie z obowiązującymi zasadami, procedurami i metodami, które w szerokim znaczeniu są typowe dla dydaktyki. Tak rozumiana rola symbolizuje instytucję Policji i Wojska Polskiego oraz samych oficerów, reprezentujących uznane wartości edukacyjne, z punktu widzenia oddania tej służbie jako wartość moralną. Do istotnych zadań oficerów wojskowych należy pielęgnowanie tradycji wojskowej i poprzez takie działania wykształcanie patriotyzmu i uznania dla wojska. Z kolei w przypadku kształcenia policjantów do zadań należy modelować zachowania narzucone przez normy moralne i prawne. Jest to przeciwwagą dla negatywnych stereotypów instytucji, która zniewala i degraduje jednostkę, dając możliwość wykorzystywania prawa i swojej pozycji. Uważa się, że oficer, rozpoczynając służbę zawodową, mając jasno określone cele i skrystalizowane poglądy, powinien wiedzieć, co musi uczynić, jakie działanie edukacyjne podejmować, aby zajmować określone stanowisko służbowe. Również, w takim, szerszym etycznym i filozoficznym sensie odnajdujemy w oryginalnej sztuce wojennej właściwe wskazówki: Drogę Prawa Żołnierskiego Jednej Szkoły Dwóch Mieczy opisuję (...) Otóż to, czego nie ma, nie istnienie rzeczy raz to, czego wiedzieć nie możemy - postrzegam jako przestwór, czyli pustkę. Oczywiście jest tak, że „pustka" ginie. Uznając bowiem rzecz, uznajemy także to, czego nie ma. To właśnie dla mnie jest pustką. (...), zwykło się widzieć pustkę tam, gdzie występuje niezrozumienie rzeczy. Lecz nie jest to pustką rzeczywistą (…) Na mojej Drodze Prawa Żołnierskiego nie będę uważał za „pustkę" nieznajomości Prawa Samuraja widocznej u wojowników, którzy na tę Drogę ustępują. (...) Otóż wtedy, kiedy już przejdzie Drogę Prawa Żołnierskiego. Kiedy za sobą już ma praktykę innych sztuk rycerskich. Kiedy nie ma już dla niego żadnych ciemnych lam na Drodze Wojennej. Kiedy przestaje wahać się w swoim wyborze, kiedy nie zaniedbuje już ćwiczeń ni rano, ni w żadnej godzinie. Kiedy zapanuje nad uczuciami a wyostrzy umysł. (...), gdy rozpędzi chmury swoich błędów, (...). Wreszcie poznaje w czym rzecz. Zaczyna się opierać na tym, co wiedzie go prosto do celu, ducha obiera za Drogę Prawdziwą, w każdej dziedzinie życia stosuje Prawo żołnierskie, jasno i w sposób właściwy ogarnia rzeczy myślą i spojrzeniem. „Pustkę" czyni swą Drogą i Drogę postrzega jak „pustkę". W „pustce" jest Dobro. Zła nie ma. Mądrość jest w niej i Zasada. Jest Droga. Duch jest „pustką".

mgr Krzysztof Pyka
Rola praktyki sztuk walki w procesach adaptacji do pełnionych ról społecznych członków grup dyspozycyjnych
Sekcja komentarzy

Brak komentarzy